niedziela, 27 kwietnia 2014

PROLOG

Jest w Stanach Zjednoczonych pewne miasto o dwóch obliczach. Miasto, do którego przyjeżdżają ludzie pełni nadziei, chcący uwierzyć w lepsze jutro - nic dziwnego, że wybrali właśnie to miejsce na swoją nową historię. Tutaj mogą doświadczyć południowej gościnności, to tu jest Burbon Street, gdzie zabawa nigdy się nie kończy, a na ulicach rozbrzmiewa muzyka. Charakterystyczna architektura i wielokulturowość są atutami tego miejsca. I takim znają je turyści. Jednak, gdy ktoś tu już zamieszkał poznaje inne oblicze tak wspaniałego miejsca. Oblicze pełne szpetoty, któremu daleko do opisów z ulotek turystycznych. Niektórych z ulic nie powstydziłby się sam Amsterdam, tu seksturystyka właśnie przeżywa swój rozkwit, więc kto wie, czy stolica Holandii nie zostanie niedługo wygryziona? Równie łatwo dostać tu po twarzy jak znaleźć dilera.

Witamy w Nowym Orleanie, gdzie nieszczęścia chodzą parami.


Louis już dawno pogubił się w swoim życiu. Niedługo miną dwa lata odkąd uciekł z Londynu do Stanów Zjednoczonych, zrobił to wraz ze swoją piękną Eleanor, mieli bajeczne plany o podbiciu Hollywood, ona jako aktorka, on jako muzyk. Skończyło się na tym, że Eleanor zajmowała się jakimś rozpieszczonym bachorem, który za każdym razem musiał dostać to, czego chciał, przeklinała tą robotę - ale przynajmniej jego rodzice poza pieniędzmi zagwarantowali jej darmowe zakwaterowanie, więc zgodziła się od razu. (i tak wytrzymała dłużej niż każda z kandydatek na opiekunkę) A Louis? Louis wpadł w niezłe bagno. Nigdzie nie chcieli przyjąć do pracy nieudacznika bez wykształceniawięc skończył w bardzo nieprzychylnym dla heteroseksualistów miejscu. Ale miał gdzie spać i zarabiał całkiem nieźle. Dla pieniędzy wszystko - powtarzał. Jeszcze kilka miesięcy pracy i będzie mnie stać na powrót. Najważniejsze, że miał Eleanor. Ale czy to, co mięli można nazwać miłością?

Był też Harry. Harry był bardzo zżyty ze swoją rodziną i bez wahania zdecydował się na wyjazd do Nowego Orleanu wraz z rodzicami, gdy zaoferowali tam Robinowi lepszą i pewniejszą posadę. Przekonał do przeprowadzki też Gemmę. Szybko zadomowili się w nowym miejscu, a zarobki wzrosły o tyle, że Harry i jego siostra zostali porządnie wspomożeni, gdy postanowili razem wynająć mieszkanie bliżej pracy Gemmy i uczelni Harry'ego, dzięki czemu mogli żyć na całkiem niezłym poziomie - Harry miał także stypendium, które miał zagwarantowane już w szkole średniej za świetne wyniki i nauce. Pół roku - tyle trwało szczęście świeżo upieczonego studenta wokalistyki. Jeden telefon - wystarczył by świat dziewiętnastolatka legł w gruzach. Jakiś pijany kierowca wjechał w samochód Anne gdy jechała z Robinem i Gemmą.  Chłopak nie mógł sobie z tym poradzić. Opuszczał wykłady coraz częściej, przez co cofnięto mu stypendium, nie miał za co opłacać mieszkanie. Brak testamentu sprawił, że wszystkie pieniądze rodziców przepadły. Harry wylądował na bruku, nie miał perspektyw więc skończył w bardzo nieprzychylnym dla prawiczków miejscu. Jednak wyrozumiałość właściciela sprawiła, że praca chłopaka ograniczała się do stania za barem. Miał trochę pieniędzy, miał gdzie spać. Ale czy to było wszystko, czego chciał od życia?


Nowy Orlean jest nieprzewidywalny. Nigdy nie wiesz, co cię spotka, gdy znajdziesz się na zakręcie, gdy przyjdzie zmierzyć ci się z trudnościami, jacy ludzie staną na twojej drodze i jak wpłyną na twoje życie. Zarówno Louis jak i Harry wylądowali w miejscu, w którym nigdy nie pomyśleliby, że się znajdą.
Być może czasami nieszczęścia są genezą następującego po nim spełnienia? Przecież po burzy zawsze wychodzi słońce, a oni trafili do Domu Wschodzącego Słońca.